niedziela, 15 marca 2009

Sam na sam z Potrójną

15 marca 2009 - Beskid Mały
Rzyki Praciaki - Potrójna - Przeł. Kocierska - Targanice
 
Plan był zupełnie inny. Potrójna, Gibasy, Anula i dupoloty na workach do Rzyk Praciaków. Niestety przez noc z soboty na niedzielę mój towarzysz wędrówki rezygnuje z przyczyn zdrowotnych. No szkoda.
Cóż było robić - pogoda ładna, plecak spakowany, aż żal zmarnować pierwszy od dłuższego czasu słoneczny weekend. O 8:49 wsiadam w autobus na Praciaki z mocnym postanowieniem zaliczenia Potrójnej i Jawornicy. Idę tak jak tubylcy, nie przez wyciąg na Pracicy, ale w prawo, przez mostek, na osiedle Hatale.

Osiedle Hatale.

Droga niezła, przedeptane, idzie się wręcz komfortowo. Czasami, gdy śnieg jest wytopiony do gleby jest ślisko. Po drodze zaczepia mnie jakiś mieszkaniec Hatali i tak krok po kroku, od słowa do słowa mijają mi kolejne metry. Od niego dowiaduję się, że nie warto trawersować na przełęcz pod Potrójną, tylko wprost na szczyt.

Powyżej Hatali.


Warunki nawet niezłe.

Teraz zostaję sam. Mijam ostatnie zabudowania i faktycznie. Ścieżka wiodąca na szczyt jest ładnie przetorowana. Jeszcze kilkanaście minut i wychodzę na Potrójną. Czerwony szlak od Łamanej rozjeżdżony przez skutery (przynajmniej tyle, ile go widać). W stronę Jawornicy to samo, myślę sobie "Nie jest źle". Chwila odpoczynku, mała sesja fotograficzna na Potrójnej i ruszam żółtym na Jawornicę.

W stronę Potrójnej.


Łamana Skała.


Kapliczka na Potrójnej.


Jawornica.

Po śladach skutera idzie się nawet nieźle, tylko kilka razy zapadam się powyżej kostki. Niestety, gdy dochodzę do granicy lasu zaczyna się koszmar. Ciężki, mokry śnieg, który sięga mi do połowy uda. Rezygnuję po kilkudziesięciu metrach i wracam na Potrójną. Może gdybym nie był sam to tak, ale nie będę ryzykował (gdzieś tam głęboko siedzi we mnie wspomnienie sprzed miesiąca). Siadam na rozstaju szlaków czerwonego i żółtego z ciepłą herbatą w dłoni i kombinuję co dalej.

Na rozstaju pod Potrójną.

Wracać do Rzyk mi się nie uśmiecha. W stronę Przełęczy Kocierskiej widzę ślady biegówek. No cóż spróbuję, najwyżej wrócę. Robię szybki telefon do domu, informuję o zmianie planów i heja. Przez pierwszych kilkaset metrów idzie mi się świetnie. Twardy, ubity beton. Idę jak latem. W głowie zaczyna kiełkować myśl: "A może by tak z Kocierza przejść na Beskid Targanicki i na dół na Górną Brzezinkę?".

Na szlaku na Kocierz. Nawet nieźle - narazie.

Jednak kolejna godzina w sposób brutalny weryfikuje moje plany. Warunki śnieżne są arcyciekawe. Kilkanaście metrów ubitego śniegu, a potem kilkaset kopania się w śniegu po uda i tak na przemian.

I zaczyna się...

Na dodatek zaczyna siadać pogoda. Zrywa się uciążliwy wiatr z południa i drobny śnieżek. Mniej więcej od Przeł. Skaliste myślę tylko o przebiciu się na Kocierz.

Nie mogłem się powstrzymać :)


Ślad biegówek i moje "dziury"


Od potrójnej 1h 35 min.

Ślady biegówek nie pomagają wiele, a w jednym miejscu nawet przeszkadzają. Nadkładam kilkadziesiąt metrów drogi w głębokim śniegu. Na Kiczorze spotykam dwójkę posuwającą się od Kocierza w stronę Potrójnej. No to teraz już nie jest źle, idę po ich śladach i bez większych problemów dochodzę na Kocierz.

Wreszcie dochodzę na Kocierz.


Długo dziś czekałem na ten widok :)

Tam zasłużone piffko i zejście Gościńcem Kocierskim do Targanic. Im niżej schodzę, śnieg zamienia się w mżawkę. Na dole jestem mokrutki. Ale warto było.

Jawornica już pod "pierzynką".


I Złota Górka na koniec.

Podsumowując: Warunki w Beskidach nie sprzyjają dalekim wędrówkom, chyba, że decydujemy się iść w rejony "rozdeptane" przez "stonkę" (Magurka Wilkowicka, Czupel, Leskowiec)

Czasy przejść:
Praciaki - Potrójna: 1h 15 min (czyli niewiele więcej niż latem),
Potrójna - Przeł. Kocierska: 2h 25min !!! (latem niecałą godzinę),
Przeł. Kocierska - Targanice (skrótem przez las): 35 min (norma).