niedziela, 31 maja 2009

Potrójna "na wariackich papierach"

30/31 maja 2009 - Beskid Mały
Rzyki Praciaki - Chatka "Pod Potrójną" - Anula - Leskowiec - Groń JPII - Rzyki Jagódki
 
Na wstępie, dlaczego taki tytuł???

Nie planowałem żadnego wypadu w ten weekend. Kilka dni temu Xaga pisała mi na padu-padu, czy nie wybrałbym się z nią i Mat'em na Chatkę pod Potrójną poznać Angi'ego i jeszcze kogoś z forum Appletour. Odpisałem wówczas, że raczej nie, z przyczyn "finansowych". Jednak w sobotę ranocoś mnie tknęło. Zadzwoniłem do Xagi. Nie odbiera, może już w drodze? No nic, dzwonię do Mat'a i co słyszę??? "Odpuszczam bo leje". No szkoda, to jednak pomieszkam w domu. Nie upłynęło 30 sekund i dzwoni moja komóra. Patrzę - Mat.Odbieram i słyszę (ku swemu totalnemu zaskoczeniu) - "Zbieraj się, za 2 godziny jestem w Andrychowie". Za chwilę oddzwania Xaga, okazuje się, że ona również jeszcze nie wyruszyła. No to pięknie - mam niecałe dwie godziny, aby zrobić zakupy i się spakować. Rajd po sklepach, a potem wrzucanie (dosłownie) wszyskiego na szybko do plecaka.

A teraz do rzeczy. Około 11 spotykam się z Mat'em przy Pałacu Bobrowskich. Za kilka chwil dołącza Xaga. Teraz dzięki uprzejmości rodziców Mat'a zostajemy sprawnie "dostarczeni" do Rzyk Praciaków. Podchodzimy skrótem przez Hatale. Pogoda bardzo niepewna, lecz z godziny na godzinę robi się coraz ładniej.



Na chatkę dochodzimy już w słoneczku. Szybka instalacja na stryszku i wychodzimy z chatki na lekko w stronę Anuli.



Tu dostajemy info od Angi'ego - są już na Żarze. My spacerujemy sobie dalej w stronę Gibasów.



Odwiedzamy Staszka i zabieramy Mat'a na Czarne Działy. Chwilę nam zajmuje znalezienie grotki Czarne Działy II, oglądamy jeszcze Dziurę pod Bukiem i Lodową.



Wracamy. Ale zaraz!!! Przecież nie podziemy na Anulę. Schodzimy więc do Kocierza Basi, do "szlabanu". Kawałek asfaltem i jesteśmy na pętli na Basiach. Idziemy dalej na dół, do knajpy poniżej Basi. Tu zasłużone piwo i niespodzianka. Przemiła barmanka otwiera nam sklep. Ostatnie zakupy (kiełbasa na ognisko i ketchup pół roku po terminie przydatności, ale jadalny, wszyscy żyjemy). Mocno już wieczorem ruszamy na szlak "chatkowy" i po ok. 40 minutach jesteśmy na miejscu. Przychodzimy właściwie na gotowe. Ludzi jak mrówków. Przyjechała jakaś ekipa ze śląska na urodziny. Ognisko się pali, więc podpinamy się ze smażeniem kiełbasek. Impreza powoli się rozkręca, my również. Ok. 20 docierają wreszcie Angi, Wilczyca i Dźwjedziak. No to jesteśmy w komplecie. Przy ognichu siedzimy do 3 nad ranem, nie brakuje przebieranek, śpiewów przy akompaniamencie TRZECH gitar. Zieloną perukę przymierza nawet Szczepan, co zostało uwiecznione na fotkach.



Rano wita nas deszcz. Powoli (i to bardzo powoli) wygrzebujemy się z naszego legowiska. Śniadanko i pytanie: co dalej? Ruszamy już w 6 sztuk w stronę Leskowca.



Na początku leje zdrowo. Z uporem maniaków mokniemy przez jakąś godzinkę, ale znów jak poprzedniego dnia, pogoda poprawia się z minuty na minutę. W okolicach przeł. Beskidek wychodzi nawet słońce.



Po przepisowych 2 godzinach dobijamy na Leskowiec i do schroniska na Groniu.



Tu jemy, uzupełniamy płyny... i przeczekujemy gradobicie. No cóż, spojrzenie na rozkład jazdy busów z Jagódek i zaczynamy schodzić czarnym na dół, na busa, który jak się okazuje... nie pojedzie. Z resztą nie tylko bus, autobusy MZK również nie mają zamiaru jeździć (sic!!!). Xaga dzwoni do swojego taty i ten przyjeżdża po nas czerwonym uniakiem. W międzyczasie Angi łapie stopa do Andrychowa. Na szybko ustalamy jeszcze punkt zborny w Andrychowie i spotykamy się ponownie już na dworcu autobusowym. Szybkie pożegnanie i ruszam do domu. Xaga zawozi Angi'ego, Wilczycę i Mat'a do Bielska. Szkoda, że tak szybko się to skończyło.



Dziekuję za piękny weekend z górami w tle: Xadze, Wilczycy,Dźwjiedziakowi, Angi'emu i Mat'owi. Oby więcej.

Komplet zdjęć na Picasie.