niedziela, 13 września 2009

Gorczańska rozgrzewka przed Biesami

12/13 września 2009 - Gorce
Ochotnica Górna - Hawiarska Koliba - Przeł. Przysłop - Gorc - Ochotnica Górna
 
Nareszcie - długo oczekiwany urlop.

Od dłuższego czasu wiedziałem, że ten weekend spędzę w Ochotnicy Górnej. Po prostu musiałem. Próbowałem kogoś namówić na ten wypad, ale trafiałem na albo zajęte terminy, albo słyszałem jakieś dziwne marudzenie. Wreszcie w piątek rano dostaję konkretną odpowiedź.

Dzień pierwszy

W sobotę o godz. 6:00 ruszamy z andrychowskiej stacji BP w składzie: Jola, Renia, Kris i ja. Śmigamy na dwa auta ponieważ ja mam do wypełnienia pewną misję - odebrać mojego wujka z wczasów. Jako, że wujek sponsoruje mi i mojej żonie wikt i opierunek na miejscu, więc postanawiam wykorzystać okazję na spacer po Gorcach. Pogoda wcale nie zachęca. Cholera cały tydzień było ładnie, akurat kisi się na weekend. Prognozy na necie to już zupełnie cuda na kiju. We mgle jedziemy przez Suchą Beskidzką, Jordanów, Chabówkę, Nowy Targ i Łopuszną na Przełęcz Knurowską. Droga prawie pusta, nie schodzimy ze 120.

Gdy przebijamy się przez Knurowską aura zmienia się radykalnie. Do Ochotnicy zjeżdżamy już pięknym słoneczku. Parkujemy autka pod kwaterą na os. Jaszcze. Szybkie przepakowanie i o mało nie ruszam z Krisem na szlak "na czczo", czyli bez obowiązkowej kawki. Wyjeżdżając z domu myślałem sobie - "Dojedziemy, ruszymy, a kawkę wypiję sobie na Hawiarskiej". Nic bardziej mylnego. Leniwie dreptamy sobie żółtym na Przysłop.




Dochodzimy do Hawiarskiej, a tam zonk. Chata zamknięta na głucho. Witają nas trzy głodne koty. Wokół chatki "malowniczo" poukładane worki ze śmieciami. W oknie kartka (ledwo czytelna, przypuszczam wyblakła od słońca) z napisem "Schronisko czynne od 12.IX.2009". Noż kurwa, przecież dziś jest dwunastego, w dodatku około południa.

Gdy wyciągamy szturmżarcie, sierściuchy zaczynają wykazywać wyraźne zainteresowanie. Kris postanawia zaeksperymentować. Rzuca najbliższemu kotu kawałek bułki. Nagle kocioł i kocia zadyma. Najstarszy w stadzie odpędza młode. Gdy ja podtykam młodszemu kawałek żółtego sera, o mało nie tracę palców.




Hawiarska widziana oczyma Krisa - krótki filmik




W ten sposób upływa nam prawie godzina. Nie lubię kotów, ale nigdy w życiu nie widziałem aby futrzaki z takim apetytem jadły suchy chleb. Po prostu żal mi się zrobiło. W końcu i my i koty najedzone, więc można ruszać dalej. Zaczyna się konkretne podejście. W związku z tym, że Kris w okolicy Hawiarskiej znalazł kilka pięknych kozaków, zaczynam wypatrywać. Na efekty nie trzeba długo czekać. Kozaki podgrzybki, maślaki, trafia się nawet prawdziwek.
Dalsza droga na Przysłop... no cóż, hale, lasy, szałasy... i tak w kółko... oszaleć z tego piękna można.





Z Przysłopu ruszamy na Gorc. W sumie nic specjalnego. Tutaj dopiero spotykamy pierwszych turystów. Chwila pogawędki i każdy idzie w swoją stronę. Na szczyt Gorca dochodzimy ok godziny 14. Ehhhh gdyby nie te muchy byłoby pięknie... Ale rozpalamy mini-ognisko i świat od razu staje się piękniejszy.




Niestety na chwilę - w oddali w lesie, słychać jakiś wruuuuum. Za niedługo na Gorcu pojawiają sie crossowcy. Gdyby moje spojrzenie mogło zabijać miałbym pięciokrotne dożywocie. Chwila szczyto-rozmyślań, tradycyjne piwko, i czas na nas. Schodzimy przez Hale Gorcowskie zielonym szlakiem. Odwiedzamy po drodze pozostałości po bazie SKPG Kraków.





Gdzieś w okolicy Jaworzynki Gorcowskiej postanawiamy dać sobie spokój ze znakowaną ścieżką i schodzić na przełaj do Górnej Ochotnicy. Zaoszczędzimy w ten sposób kilka kilometrów asfaltem. Pomysł okazuje się być słuszny, ponieważ poza szlakiem znajdujemy masę grzybów, spotykamy mućki i owieczki na halach, jest po prostu pięknie.




Po dwóch godzinach dochodzimy do drogi. Tutaj, ku miłemu zaskoczeniu, trafiamy na swojsko brzmiącą nazwę przysiółka.




Akcja "sklep", a więc to co misie po wysiłku lubią najbardziej. Na miejscu dowiadujemy się, że siatkarze są już jedną nogą w finale ME. Nasze panie mają trochę roboty z grzybami, a wieczór kończymy przy grillu. O 22 już wszyscy smacznie śpią.





Dzień drugi

W planie był Lubań, ale pogoda rano jest baaaaardzo niepewna. Po wierchach przewalają się chmury, a deszcz wisi w powietrzu. Odpuszczamy. Śniadanie i co tu dalej robić. Kris z Jolą idą pod dzwonnicę na grzyby, ja czytam książkę, a Renia dosypia. Ale w końcu ileż można. My również ruszamy na najbliższą grapę. Najwyżej wrócimy z pustymi rękoma. Kilka godzin plątania się po lesie i przynosimy pełną reklamówkę: kozaki, maślaki, podgrzybki.

Powoli pakujemy graty i zbieramy się do domu. Drogę powrotną "umila" korek od Nowego Targu, aż po Klikuszową. Gdy tak podjeżdżam po kilka metrów, myślę sobie - "I ktoś kurffa chciał organizować igrzyska olimpijskie w Zakopanem. Z czym do ludzi".

Podsumowanie??? Krótko. Na plus - muszę wrócić w Gorce. Na minus - Hawiarska.

Dwa komplety fotek na Picasie: tutaj moje, a tutaj Krisa.