sobota, 9 października 2010

Jawornica na bis

9 października 2010 - Beskid Mały
Targanice - Jawornica - Potrójna - Przeł. Kocierska

Jako, że poprzednia akcja odnawiania krzyża na Jawornicy nie została dokończona, poszliśmy tam znów. Wpierw miało być pod koniec października, ale biorąc poprawkę na pogodę doszliśmy do wniosku, że trzeba wykorzystać to, co jest. A było cudnie.

Kilka minut po 8 rano spotykam na andrychowskim przystanku Nenę. Tuż po chwili docierają mikrusem Jolanta, Włóczykijka i Angi. Szybka teleportacja do Targanic i na początku żółtego szlaku spotykamy Marka i Ufoka. My uderzamy z buta, a Marek transportuje nasze bety i cały sprzęt potrzebny do akcji na górze swoim górskim łunochodem.

Teraz czas na spacerek i podziwianie widoków. A jest na co popatrzyć. Jesienne barwy, uciekająca w doliny inwersyjna mgiełka i zamarznięte roślinki przy glebie.









Po 40 minutach jesteśmy na górze. Tam przywitanie z Bacą, opowieści o cudnym widoku Tatr z Potrójnej i ruszamy do boju. Panie przygotowują jedzonko i napoje (ciepłe, te pozostałe każdy miał we własnym zakresie), a męska część ekipy zawisa na krzyżu.






Po chwili niespodziewanie docierają jeszcze Lowell oraz Pan Tadeusz z wadowickiego PTTK-u. Pędzle w dłoń i krzyż zaczyna nabierać całkiem nowego wyglądu.






Tymczasem żarełko jest gotowe. Dziewczyny zapraszają na obiad i kawusię.



Pojedzeni, napojeni ruszamy do dalszego boju o krzyż.



Aż wreszcie na koniec dnia możemy z dumą zaprezentować światu efekty naszej pracy:



Ja postanawiam zejść do domu (praca wzywa) ale część ekipy chce nocować u Staszka na Gibasach. No to się przespaceruję na Potrójną i Przeł. Kocierską. Dochodzą ostatni noclegowicze w osobach Brombelli, Izy, Wojtasa i Pete'a, wyjadają resztki z kociołka i ruszamy w stronę Trójkątnej.






Na szczycie trafiamy na zachód słońca (mój trzeci w tym roku z Potrójnej), lico Królowej Beskidów i widoki nieziemskie na świat.









Krótka wizyta mająca na celu uzupełnienie płynów w chatce Ani i Rafała i się rozchodzimy. Ja z Jolą i Włoczykijką obieramy kierunek Kocierz, reszta ekipy - Gibasy. Na Przeł. docieramy już mocno po ciemku, jednak po chwili oczekiwania przyjeżdża po nas Lowell i transportuje do Targanic.

Fajnie, że udało się doprowadzić akcję do końca jeszcze w tym roku. Krzyż wygląda jak nowy, żarełko było pyszne, ręce bolały od wiszenia, czyli było tak jak być powinno. Dziękuję wszystkim za ten nietuzinkowy, mocno już jesienny wypadzik i do zobaczenia wiosną przy innym krzyżu (a pomysł już jest)

Komplet zdjęć (klik w obrazek):