sobota, 30 października 2010

Trójkątny zachód i wschód słońca

29/30 października 2010 - Beskid Mały
Rzyki Jagódki - Groń JPII - Leskowiec - Anula - Chatka "Pod Potrójną" - Potrójna - Przeł. Kocierska - Targanice
 

No to było tak. Wyszedłem późno z Jagódek. Nigdzie mi się nie śpieszyło. Dreptam sobie czarnym na Leskowiec. Ze szczytu pierwszy raz widok na elitę.


W stronę Anuli miejscami zima, miejscami bagning. Pod samą Łamaną Skałą czuję się jakby to był środek grudnia. Odwiedzam Ewę i Lucjana, chwilę rozmawiamy, poznaję Grześka, który siedzi na Potrójnej już od tygodnia.


Zawijam do Ani i Rafała. Moje nieudolne próby podtrzymania ognia w kominku zostają zakończone pełnym powodzeniem. Chatkuję sobie sam chyba ze 3 godziny. W międzyczasie wyskakuję na zachód słońca ze szczytu, a potem odkrywam ponownie wynalazek jakim jest telewizja.


Nagle pukanie do drzwi. No tak Grzegorz przyszedł z chatki pod Potrójną. Co więcej będzie nocował na górze wink Docierają gospodarze. Piwko i nynu. Rano budzi mnie mój jednokomórkowiec, ale to było w planie na 6:30. Szybkie ubieranie i wyskok z ciepłego śpiworowego barłogu na tą okrutną piździawicę na Potrójnej. Tatry i Królowa jak na dłoni. Po Beskidzie Wyspowym pałętają się inwersyjne mgiełki.


Po godzinie wracam go barłogu, który jeszcze nie ostygł, dosypiam i ok. 11 po rozruchowej kawusi ruszam w stronę )( Kocierskiej. Upał miejscami nie do zniesienia.


Mijam Skaliste, podchodzę pod Kiczorę i niedaleko zejścia do Warowni na Trakcie zaliczam na błocie wywrotkę. Klap-dupka w dodatku tak nieszczęśliwie, że całym ciężarem ciała ląduję na kostce. Coś chrupnęło w nodze. No fajnie. Próbuję wstać. O ja pierdykam jak boli!!! Siadam, z plecaka wyłania się bandaż i tubka z alcatetem. Smaruję, zawijam. Kuśtykam.


Kolejne 40 minut to chyba najgorsza mordownia w moim życiu. Kuśtyk, kuśtyk do drogi na Kocierską. Pierniczę nie idę dalej. Łapię stopa. Do Targanic i tak nie dojdę, nie ma szans. Stop łaskawie się zatrzymuje. Jestem w domu. Żyję.

Komplet zdjęć po kliku w obrazek: