sobota, 22 stycznia 2011

Hop na Choč

22 stycznia 2011 - Chočské vrchy (Słowacja)
Valaská Dubová - Stredna Poľana - Veľký Choč - Valaská Dubová

Pobudka o wysoce nieprzyzwoitej porze (3:50). Szybka kawusia, dopakowanie gratów i pędzę na spotkanie Neny i Ufoka. Chwilę czekamy aż z grodu Kraka doturla się Djinn i już we czworo ruszamy do Żywca przywitać resztę ekipy w składzie: Jolanta, Czarownica, Asia zwana Krysią, Lowell i Endi. Dalej przez Korbielów, Namestovo, Orawski Podzamok dobijamy do początku niebieskiego szlaku na Chocz z Wałaskiej Dębowej. Jurajowa knajpa zamknięta, więc bezzwłocznie ruszamy do góry. Pogoda taka na dwoje babka wróżyła.


No właśnie "babka". Po drodze świętujemy Dzień Babci i Dziadka i po ok. 3 godzinach dobijamy na Pośrednią Polanę. Chocz strzela focha. My strzelamy focha na Chocz i zwiedzamy Hotel Chocz. W końcu to pięć gwiazdek, brakuje tylko SPA.

Po krótkim reście i uzupełnieniu kalorii nasz foch mija i postanawiamy jednak wyjść na szczyt. A niech ma za focha z przytupem i melodyjką.
Warunki nie są zbyt przyjemne. 10 może 15 cm świeżego puchu na lodzie. Oj przydałyby się raki.

Po niespełna godzinie szczytujemy. Wychodzi słonko. Co z tego, skoro chmury przewalają się gdzieś właśnie w granicach 1600 m. O widokach można zapomnieć. Odczuwalna temperatura w granicach -20 st. Nie przeszkadza nam to jednak w spożyciu pewnego cytrynowego napoju rodem z Lublina i wpisaniu się do księgi pamiątkowej na szczycie (choć długopis zamarzł po wpisaniu się połowy uczestników naszego wejścia).



Dobra dość tego szczytowania. Zaczynamy schodzić, a właściwie dupolotować w stronę Pośredniej Polany. W Hotelu krótki popas na jedzonko i rozpalenie słowakom ogniska. Do Karczmy Janosika dochodzimy już po ciemku. Znów wyżerka i piwo.


Do Andrychowa wracam grubo po 21 wyjebany jak koń po westernie. Ale było cudnie.

Kilka fotomontaży po kliku w obrazek: