poniedziałek, 14 marca 2011

Ja pierdolę te Homole...

13 marca 2011 - Małe Pieniny
Jaworki - Wąwóz Homole - Wysoka - Wąwóz Biała Woda - Jaworki
 

Niedziela, 4:00. Budzik jest moim najgorszym wrogiem, No ale wstaję. O 5 z minutami spotykam się na andrychowskim BP z xagą, Asią zwaną Krysią, Bułgarem, Ufokiem i Jędrusiem. Chwilę czekamy na Iskarię i Dawida. Potem już idzie z górki, tzn. Wadowice, Sucha Beskidzka, Nowy Targ, Szczawnica i w końcu Jaworki. Po drodze widok budzących się do życia Tatr (fotka od xagi).
A no przecież, w Szczawnicy żywiołowe powitanie z Lisicą i Djinn'em. Nieliczni przechodnie patrzą na nas jakbyśmy uciekli z Tworek.
Było z górki, teraz zaczyna się pod górkę. Wąwóz Homole - w mojej skromnej opinii zasługuje na miano ósmego cudu świata. Pogoda rozpieszcza. Słońce wypala ślipia.


Mały rest w nieczynnej o tej porze roku Bazie pod Wysoką i ruszamy dalej.
"Ruszamy" - duże słowo. Gwiazdy (forum BM) tańczą na lodzie. Małe zamieszanie pod samym wierzchołkiem wysokiej, ale w końcu wszyscy odnajdujemy się na górze. Wiatr. Choć czy można nazwać wiatrem coś, co urywa łeb razem z płucami???


Schodzimy. "Schodzimy" - duże słowo. Nie przypuszczałem że można jeździć na rzęsach po lodzie. Bo na dupie, to wiem że można. Jakimś cudem dochodzimy (każdy w jednym kawałku) do Wąwozu Białej Wody.

Tu zaczyna się błotning - czyli w zasadzie norma. W butach sytuacja, przy której biblijny potop jest niewinną popierdółką.


Wyżerka w karczmie w Jaworkach i mkniemy do domu. Wracam o 22 z minutami wyrąbany jak koń po westernie. Ale warto było - z resztą czy nie warto jechać w góry, na dodatek z TAKĄ ekipą???!!!

Komplet fotek (tradycyjnie klik w obrazek)
P.S. Wypad sponsorował producent marki "Zakochani są wśród nas". W końcu pewnej parze zakochanych forumowiczów stuknął tego dnia roczek, od poznania się na innym naszym górskim wypadzie.