sobota, 19 marca 2011

W górach jest wszystko, co kocham...


19 marca 2010 - Bielsko-Biała
Teatr "Banialuka"
 



Jeśli kogoś nie było, niech żałuje!!! Ci, którzy byli, mieli okazję do kolejnego, tym razem, pozagórskiego (choć to chyba nie do końca prawda ze względu na ewidentnie chatkowo-schroniskowo-ogniskowy klimat panujący tego wieczoru w Teatrze Banialuka) spotkania.

Dla mnie zaczęło się od wariackiego rajdu z roboty (Kęty) via Andrychów do Bielska. Tam już czekało znajome maleńkie autko i dwie piękne kobiety.

Smażony ser zafundowany przez Jolantę, pogaduchy z Neną, Włoczykijką i Sebą. Potem - kierunek Banialuka. Na miejscu Czarownica i Ojciec Dyrektor. Zasiadamy na, z góry upatrzonych pozycjach, gdy nagle... na schodach objawia się nam MK!!! Żywiołowe powitanie!!! No nic. Zaczyna się, światła gasną i ...

Na scenie zjawia się w roli konferansjera Bartek Zgorzelski. Wprowadza nas w klimat śpiewanek ogniskowych chatkowych, może nawet harcerskich. Na początek Żeby Nie Piekło. Do dziś nie zapomnę niesamowitego, wywołującego ciarki na plecach, śpiewu dziewczyny o długich, rudych włosach.



To była zakąska. Na scenę wychodzi teraz zespół Saskia. Niby z Tarnowskich Gór, ale jak się okazuje podczas prezentacji Patrycja Rusek (śpiew) mieszka teraz w... Tresnej, czyli u nas w BM. Kolejna godzina w Krainie Łagodności mija jak z bicza strzelił.



Na deser... no to właściwie było danie główne tego wieczoru, zostaliśmy uraczeni twórczością Domu o Zielonych Progach. Ich akurat znam z kilku płyt z serii "W górach...". Jednak na żywo zaskoczyli mnie swoją żywiołowością, tworzonym klimatem, "zapachem chatkowego kominka" i wyczynami skrzypcowo-wokalno-taneczno-beatboksowymi Marcina Skaby. Ci ludzie po prostu kochają, to co grają/robią.


Niby to koniec koncertu, ale tak być nie może... Czas na WIELKI FINAŁ!!! Na scenę wychodzą wszyscy wykonawcy!!! Gór mi mało i trzeba mi więcej!!!


Zapalają się światła... to już koniec??? Już??? A minęły tylko... trzy godziny!!! Jednak gór mi mało.

I tu następuje druga, o ile nie najważniejsza część imprezy. Spotkanie z MK oraz Bajką!!! Wiele słyszałem o Bajce i jej umiłowaniu gór, i bardzo chciałem ją poznać "face to face". Mogę z całą świadomością powiedzieć, że w górach jest nie tylko to co kocham, ale można spełnić marzenia. Moje się spełniło. Na dodatek nie kto inny, jak Bajka zaproponowała uwiecznienie mojej wstrętnej gęby na wspólnej fotce.


I na bruku... znaczy się na deskach Teatru Banialuka.


Dziękuję wszystkim: szczególnie Jolancie za wyciągnięcie mnie do BB w ten magiczny, cudowny wieczór i za pomoc przy pisaniu tego posta, ponieważ na śmierć zapomniałem, jak nazywał się prowadzący koncert.

Dziękuję!!!

Post scriptum dodane niemalże po roku od tego wydarzenia - dzięki uprzejmości użytkownika yarpenvcyan na You Tube możemy wrócić do tej atmosfery, panującej w Teatrze Banialuka: