niedziela, 13 listopada 2011

Beskid Mały jest wspaniały...

13 listopada 2011 - Beskid Mały
Kocoń - Anula - Łamana Skała - Chatka "Pod Potrójną" - Potrójna - Kocierz Rychwałdzki - Gibasy - Kocoń


Troszkę "pogoniłem" Gennaro. Miałem się zjawić w Wadowicach około 7 rano ale już tak mnie nosiło, że nie wytrzymałem i byłem na miejscu kilka minut po 6. Piździawica okrutna. Nieliczni przechodnie patrzą na mnie z politowaniem. Gennaro w końcu dociera i ruszamy w stronę Koconia. Spod "Dębów" startujemy punktualnie o siódmej. I tu po raz pierwszy okazuje się, że warto było wystartować blisko godzinę wcześniej, ponieważ gdy dochodzimy na Polanę Gałasie jest tzw. "złota godzina".
Idziemy dalej w stronę Anuli zatrzymując się na piwko i papieroska w okolicy Polany Pietrasowej. Po drodze tatrzańska "piła" i widoki nieziemskie na świat.
Na czerwonym szlaku z Anuli robimy sobie mały chaszczing. Zamiast za znaczkami północnym trawersem Łamanej Skały, dymamy wprost na drugi co do wysokości szczyt Beskidu Małego. Robi się w miarę ciepło.
Kilka chwil później lądujemy w Chatce "Pod Potrójną" Żywiołowe powitanie z Iskarią i Olą. Ta druga cierpi na pewien niedostatek, który udaje się nam troszeczkę zminimalizować. Jestem tu po raz pierwszy od czasu "zmian", czyli od odejścia Lucjana. Mam przyjemność poznać nowego chatkowego - Olka. Pierwsze wrażenie - pozytywne. 

Chwila restu i ruszamy na spacer do Ani i Rafała zaliczając po drodze Zbójeckie okno.
Na szcycie oczywiście "cysorskie".
Wracamy na chatkę gdzie urządzamy małe muzykowanie, a dziewczyny smażą kiełbachę. Niestety czas się zbierać.
Schodzimy do Basi. Tam następuje pożegnanie z ekipą Iskarii. My z Gennaro mamy jeszcze w planie odwiedziny u Staszka na Gibasach i zejście do Koconia. Powoli robi się ciemno. 
Do autka dochodzimy już w całkowitych ciemnościach. Powrót do Wadowic i potem zamarzanie w oczekiwaniu na busa do Andrychowa, ale i tak warto było.

Komplet zdjęć po kliku w obrazek: