niedziela, 11 grudnia 2011

Jałowiec podany na zimno smakuje wybornie

11 grudnia 2011 - Beskid Makowski
Siwcówka - Kolędówka - Opaczne - Jałowiec - Przeł. Cicha - Adamy - Siwcówka
 
Decyzję podjąłem w zasadzie w 15 minut. Tyle czasu minęło od wiadomości na gadzie od Gennaro do zdecydowania się na wyjazd. Dlaczego tak długo??? Były trzy warianty zaproponowane przez Gennaro do wyboru:

1. Magurka Wilkowicka i Rogacz
2. Chatka na Lasku
3. Jałowiec z przyległościami

Na Magurce byłem niedawno, we wrześniu, za Laskiem niespecjalnie przepadam. Padło na Jałowiec. Do rzeczy - jak mawiał mol do mola.

Około 6:30 w Wadowicach odbiera mnie Gennaro. Pędzimy po Memezia do Radoczy i już we trójkę uderzamy na Stryszawę Siwcówkę. Jest piekielnie zimno, błękitne niebo, a góry budzą się do życia. Będzie dobrze. 
Po godzinie z hakiem dochodzimy na )( Kolędówka. Niby miało być dobrze, a jest rewelacyjnie. Królowa Beskidów znów nie stroi fochów. Czas się pokłonić miłościwie nam panującej. Aparaty na stałe żegnają się z futerałami. 
Śniegu tak około 10 cm. Postanawiamy odwiedzić Opaczne. Miejsce jest nazywane schroniskiem chyba przez omyłkę. Wchodzimy do środka. "Przesympatyczna" pani "gospodyni" (cudzysłowy użyte świadomie i z premedytacją) pyta czy coś zamawiamy. Memezio bierze herbatę aby mieć z czym wszamać kromkę. My z Gennaro nic. W sumie chcieliśmy się tylko ogrzać i chwilę odpocząć. Pani "gospodyni" stwierdza władczym głosem, że - cytuję - "u nas jest tak, że każdy nienocujący MUSI coś zamówić w bufecie. A tak to tylko zajmujecie miejsce innym". Czy złośliwością z mojej strony będzie jak dodam, że na "schronisku" prócz nas nie było żywej duszy i nie bardzo widać było w najbliższej okolicy tych "innych', którym to zajęliśmy miejsce??? Szybciutko się zbieramy i czekamy na Memezia na zewnątrz. Ponoć kilka lat temu wisiała tam informacja "Pobyt w schronisku - 2 zł". No całe szczęście, że nie "zaproponowano" mi uiszczenia opłaty za pobyt, bo pewnie "wiązankę kwiatków" słychać by było w Zawoi. A Opaczne niech nadal pracuje na swoją i tak fatalną reputację. Mam nadzieję, że dożyję czasów kiedy nie zajrzy tam pies z kulawą nogą. Szkoda tylko, że ludzie prowadzący to schronisko robią tak fatalną atmosferę wokół obiektu, który jest położony w przepięknym miejscu. 
Nic to. Czas na Jałowiec. Śniegu przybywa. Pod samym szczytem jest już około 25 cm. 
Trzeba torować. Szczytujemy o 10:30. Boże co za widok!!!

Barania: 
Stoh i Rozsutec:
Pilsko, Romanka, Rysianka: 
Szczytorozmyślania, piwko, odrobina czegoś mocniejszego, niekończąca się fotosesja. Jednak trzeba się zbierać. Kierunek Adamy. Schodzi (się nam) 2 godziny. A wszystko przez widoki.
Godzinka odpoczynku na chatce, herbata, kanapki, chińszczyzna w siedmiu smakach, widoki. 
Pozostaje 45 minut zejścia i zapętlamy się w Siwcówce. Powrót do Wadowic, pożegnanie i pozostaje mi dokulać się do domu, do Andrychowa. Miało być pięknie, a było... jeszcze piękniej.

Komplet zdjęć po kliku w obrazek: