poniedziałek, 19 marca 2012

Śnieżna rzeź trzech niewiniątek.

18 marca 2012 - Beskid Mały
Targoszów - Groń JPII - Leskowiec - Smrekowica - Czarna Góra - Targoszów

Przez "drobną" kontuzję w pracy zostałem udupiony na pięć tygodni w dolinach. Co najwyżej mogłem sobie pooglądać relacje innych. W końcu nie wytrzymałem. Paluszek doszedł do siebie, więc postanowiliśmy się z Gennaro i Memezio wyciorać gdzieś po BM. Padło na Leskowiec od południa.

Startujemy w Targoszowie przy górniczej kapliczce. Chwilę szukamy szlaku buków (jak on jest fatalnie oznaczony). 
 Jednak po piętnastu minutach dochodzimy na Gronik i do kolejnej kapliczki górniczej. 
Tu mały rest na uzupełnienie płynów. Po chwili ruszamy szlakiem buków. Idzie się dobrze, jest niesamowicie ciepło, mówimy, że te temperatury bardziej pasują do lata niż kalendarzowej (jeszcze) zimy.
Gdy dołączamy do czerwonego szlaku na Groń JPII zaczynają się schody. Śniegu już powyżej kostek. Jest on bardzo uciążliwy. Im wyżej, tym go więcej.

Mijamy Polanę Łazy. 
Buty powoli zaczynają przemakać. Ile nam zostało jeszcze do Semikowej??? W końcu jest!!! Ale - o matko!!! Jeszcze nigdy nie widziałem tak zapranej śniegiem Semikowej!!! Na krokusy trzeba jeszcze będzie sporo poczekać. 
Chwila odpoczynku i ruszamy dalej. Ostatnie metry przed dojściem do węzła szlaków pod Groniem JPII to po prostu galery. No ale w końcu jest ładnie wydeptana ścieżka do schroniska.
Przy schronie masa ludzi!!! Jak się popatrzyło na ubrania niektórych to się nóż w kieszeni otwierał. Adidaski, krótkie porcięta etc...
Przerwa na jedzenie i browarka. Gennaro z plecaka wyciąga również pewien smakołyk.

No nic trza się zbierać w stronę Leskowca. Autostrada.
Na szczycie oczywiście pamiątkowa gruppen-fotka Tres Amigos.
Idziemy dalej w stronę Smrekowicy. Już nie jest tak przyjemnie. W nawianych miejscach pokrywa śnieżna sięga 1,5 metra. W butach armageddon.
Docieramy do węzła pod Smrekowicą. Krótki odpoczynek. Podziwiamy widok na Potrójną.
Zaczynamy schodzić w stronę Polany Suwory. Jak do tej pory było ciężko, to teraz zrobiło się przejebane. Jak na złość szlak nie traci specjalnie wysokości. Śniegu po kolana. Mijamy kapliczkę pod Czarną Górą.
No nareszcie szlak się przełamuje i zaczynamy w końcu tak naprawdę schodzić. Im niżej tym lepiej, co nie zmienia faktu, że nie robi mi specjalnej różnicy czy idę po wodzie czy po suchym. W butach sytuacja, przy której potop szwedzki jest dziecinną igraszką. Rzucik matrycy na miłościwie nam panującą Królową...
... i dochodzimy do Targoszowa. Jeszcze tylko kawałek asfaltem i jesteśmy przy autku.
Nie ma się co łudzić, do prawdziwej wiosny w górach jeszcze kilka tygodni.

Komplet zdjęć tradycyjnie po kliku w obrazek: