czwartek, 27 grudnia 2012

Ostatni wycof w sezonie 2012

26 grudnia 2012 - Beskid Żywiecki
Przełęcz Lipnicka - Markowe Szczawiny - Przełęcz Brona - Markowe Szczawiny - Przełęcz Lipnicka
Miało być na ostro. Z tzw. "grubym pierdolnięciem". Czyli miał być szczytowy łomot od Królowej Beskidów na zakończenie sezonu 2012. Jadąc na Krowiarki z Tomem i Memezio nie liczyłem na to, że Królowa potraktuje mnie jakoś ulgowo. No i nie przeliczyłem się, ale tym razem padłem pod ciężarem własnych słabości...
Niestety - świąteczne obżarstwo i rozpusta (Jasiu Wędrowniczek poprzedniego wieczora) w sposób znaczący wpłynęły na moją kondycję. A właściwie na jej brak. Zrobiłem wycof z Brony... Ale czułem, że mogę chłopakom zdechnąć gdzieś po drodze. A trochę siary narobiłbym sobie, gdybym znalazł się w kronice GOPR.

Moment decyzji o wycofie. (foto: Tom)
Schodzę do Markowych. Wcześniej umawiam się z chłopakami, że jak będą już ruszać ze szczytu w stronę Lipnickiej, to mają dać znać. Ja wtedy wyjdę z Markowych niebieskim na przełęcz. No cóż - Baba tym razem nie dla mnie. 

Na Markowych nie mogę się doczekać kontaktu. Wychodzę ze schroniska "na pałę" około południa. Tak to sobie jakoś wyliczyłem, że musieli tam dotrzeć jakieś 20 minut wcześniej i zaczęli schodzić. Dzwonię - "abonent chwilowo niedostępny" - e no bez jaj!!! Przecież tam na górze jest wszędzie zasięg!!!

W okolicy skrętu na Perć Akademików oddzwania Memezio - "Schodzimy"... i komórka znów milknie - "abonent chwilowo niedostępny".

Ja idę. Łaskawa Pani traktuje mnie nawet w lesie wiatrem. A co mają powiedzieć ci na górze???
Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co się dzieje na grani Królowej. Lepiej nie, dziś i tak bym nie dał rady. Dochodzę na Lipnicką. Godzina oczekiwania. Telefon milczy. Nagle sms - "Jeszcze 10 minut". No to OK. Dochodzą. Byli na szczycie. No i git chłopaki!!!

(foto: Memezio)
Pakujemy się do auta, wracamy w doliny. Przychodzi refleksja - "darkheush - czy to był nieudany wypad???". Nie, chyba nie. Na pewno nie. Co prawda nie byłem na szczycie, ale wiedziony własnym doświadczeniem, wiem że wolę się wycofać 10 metrów za wcześnie, niż iść o krok za daleko i zrobić sobie krzywdę. A Babcia poczeka na lepsze czasy.

P.S. Panowie, to był piękny wypad. Dziękuję i do następnego... w 2013.

Tym razem nie ma kompletu zdjęć...