poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Mega ciorańsko, czyli grota po raz kolejny do poprawki

14 kwietnia 2013 - Beskid Mały
Rzyki Praciaki - Chatka "U Ani i Rafała" - Chatka "Pod Potrójną" - Pracica - Rzyki Praciaki

Jak zawsze będzie sporo kłamstw, ale po kolei (jak mawia znajomy dróżnik).

Z Rudą, jak to z Rudą - ciężka sprawa. Od dwóch miesięcy obiecywałem jej Grotę i się dziecko uparło. Ja w naiwności swojej myślałem, że ciepełko za oknem wytopi więcej tego białego w górach. Jakże się myliłem. Srana odbieram naszego przedszkolaka spod Tesco w Andrychowie i grzecznie za rączkę (no prawie za rączkę) prowadzę do... baru. Bo do odjazdu busa mamy jeszcze sporo czasu. W busie na Praciaki wpierw spotykamy Krisa, a następnie machamy znajomemu Beżowemu Kubraczkowi przez okno.

Ruszamy do Chatki na szczycie, gdzie ma nas oczekiwać Memezio. Na początku nieźle, ale im wyżej, tym bardziej przybywa tego białego gówna. No i można by usiąść na pniaku i powiedzieć jak Heraklit z Efezu - "Panta rhei".

Powyżej szkoły już błotno-śnieżno-potokowy armagedon. W butach zaczyna wesoło chlupotać.
Krótka nasiadówa u Ani i Rafała. Z tarasowego widoku nici. Zbieramy się i lecimy do studenckiej. Moja ławeczka chyli się ku upadkowi.
W studenckiej kolejna krótka nasiadówa i deszcz. No to tak dla formalności, jakbyśmy mieli jeszcze coś suchego.
Wizja Groty oddala się z każdą upływającą sekundą. Zaczyna się rycie w tej cholernej brei do wyciągu. No nie mam szczęścia do Groty w tym roku. Decyzja - schodzimy z Anuli. Robi się późno, a do domu daleko.

Przy Wędrujących Kamieniach nasze dziecko zalicza kawałek chaszczingu. Takie preludium, bo jeszcze nie wie, że tak będzie wyglądało całe zejście z Anuli.
Anula. Plecak - pierdut o gl... jaką glebę??? O śnieg!!! Kurwa!!! Sytuację ratuje jedyny tego dnia widok na Tatry.
W dół, przez krzoki, oby jak najszybciej, bo wizja uciekającego jedynego busa staje się coraz bardziej realna. W pewnym momencie dochodzę do "genialnego w swej prostocie" wniosku. Po co schodzić, skoro można zjechać.
Ruda postanawia wykorzystać ten fakt i zejść, jak Bozia przykazała. Memezio trenuje zejście stylem "na Małysza".
Po tych "sportowych" emocjach nie zostaje już nic innego jak doturlanie się drogą zrywkową do żółtego szlaku (kolejny mój "genialny" pomysł). Od jakiegoś czasu przestałem zwracać uwagę, czy idę tylko po kałuży, czy też środkiem potoku, za to Ruda postanawia sprawdzić jak się siedzi w strumyku. 

Tu miało być zdjęcie, ale nie nadaje się do publikacji.

A potem. No cóż. Knajpa pod wyciągiem, bus, kawusia u mnie w domu i koniec pieśni. Pozostaje podziękować za niedzielę całej ekipie Waryjotów.

Krótki filmik z dupolotów w Chatce Studenckiej:
Oraz komplet fotopstryków po kliku w obrazek: