poniedziałek, 20 maja 2013

Do trzech razy.. czyli Grota poprawiona

18/19 maja 2013 - Beskid Mały
Targanice Nowa Wieś - Potrójna - Chatka "U Ani i Rafała" - Chatka "Pod Potrójną" - Łamana Skała - Anula - Grota Komonieckiego - Dusica - Las - Sucha Beskidzka
 
Tak więc zebrało mi się na kolejną porcję łgarstw (czyt. relację).

Wszystko zaczęło się ok 16 w Andrychowie, kiedy to niejaka Ruda, zwana w dalszej części czasami Przedszkolakiem, zjawiła się koło zielonej stacyjki. Jako że do busa na Praciaki mieliśmy coś koło godziny czasu poszliśmy do... knajpy.

Gdy już czekaliśmy na przystanku, podjechał busik do Nowej Wsi. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

Darkheush: Stamtąd też by doszedł.
Ruda: Jedziemy???
Darkheush: Hmmm. Pierdzielił. Improwizacja!!!

I tym oto sposobem, zupełnie nieoczekiwanie dla nas samych, znaleźliśmy się na pętli w Targanicach Nowej Wsi. Żeby było śmieszniej w ogóle nie znam drogi na górę z tym, że absolutnie się do tego nie przyznaję.

Idziemy jakimś leśnym duktem i po ok 40 minutach nagle wychodzimy na czerwony szlak z Kocierskiej na Potrójną. Dokładnie w miejscu gdzie szlak zaczyna ostatnie podejście pod szczyt. Chwila, moment i na szczycie spotykamy Jagodę z ekipą oraz kilka osób znanych mi przelotnie z Chatki Studenckiej. Jaki ten świat mały.
Królowa Beskidów pokazuje swe lico:
Schodzimy do chatki Ani i Rafała, instalujemy się i po kilku chwilach idziemy pożegnać słoneczko. Ale żeby było jeszcze piękniej, zaczyna padać deszcz. A nad Skrzycznem świeci słońce. Jaki z tego morał??? A no taki, jak na poniższej fotografii.
Przedszkolak wali na prawo i lewo "Achy" i "Ochy". No i nie może być normalnie, czyli tradycyjny "Titanic" dla ubogich.
Po powrocie następuje "baśniowa" część wieczoru, nazywana przez innych "odmiennym stanem świadomości", a przez najmniej pruderyjnych górołazów zwyczajnie "walnięciem  w szyję". Ale to przemilczę. Powiem tylko tyle, że ładnych parę godzin siedzimy z Kasią i Zbyszkiem na tarasie ustalając wspólny pogląd na świat i góry. Trza iść spać.

Pobudka. 3:45!!! Napiszę to słownie, bo nie wszyscy mogą uwierzyć, że taka godzina w ogóle istnieje. Trzecia czterdzieści pięć!!!

Dla Rudej to znów nowość. Pierwszy świt w górach. A jest na co popatrzeć...
Gdyby jeszcze tak niemiłosiernie nie piździło, posiedziałby człowiek dłużej. Wracamy. Jeszcze dziś w planie Grota Komonieckiego, ale najpierw z godzinkę w kimę. No i trzeba się zagrzać po tym wygwizdowie na szczycie.

Wstajemy grzecznie już o normalnej porze (7:00), śniadanko, kawusia i komu w drogę, temu... wrotki.

Dwie godziny temu klimat niemalże arktyczny, a teraz patelnia. Skwierczymy. Przelotnie zahaczamy o Chatkę Studencką. Ta dopiero budzi się do życia.
Chwila restu i w drogę. Do Groty. Przez las, monotonnie, upał, muchy.
Anula. Ruda w pierwszej chwili dziwnie na mnie patrzy, gdy włażę w krzaki, ale po chwili stwierdza, że jest tam jednak jakaś ścieżka. W Grocie kolejna dawka "achów" i "ochów". A żeby było cudownie, jesteśmy tu absolutnie sami.
Odpoczynkowy browarek, jakaś kanapka. W tzw. międzyczasie Ruda postanawia się niemalże "wyszałerować" w tym co spada z dachu Groty.

Nagle przychodzi jakaś zorganizowana grupa. Ze 20 osób. I czar pryska. Spadamy. Szybciutkie odwiedziny wodospadu na Dusicy...
... powrót do drogi i dziarsko maszerujemy sobie w stronę Lasu. Ten rajski wypad kończymy w Lasie, jakżeby inaczej w knajpie o wdzięcznej nazwie "Eden".
Potem zostaje tylko oczekiwanie na busa, który z resztą nie miał zamiaru jechać, "męczenie kciuka", pożegnanie z Rudą w Suchej i mój powrót "na kciuk" do Andrychowa.

Sabina - dziękuję za ten fantastyczny weekend i do rychłego ;)

Komplet zdjęć po kliku w grzybki: