poniedziałek, 21 października 2013

I Zlot Chimalaja Team - Stare Wierchy

19/20 października 2013 - Gorce
Rabka - Maciejowa - Stare Wierchy - Obidowiec - Turbacz - Bukowina Miejska - Obidowa 


Wolny piątek, więc korzystam z zaproszenia Wiolci i Doczepki, którzy deklarują się, iż przenocują mnie w Krakowie. Na szybko inwigiluję stronę Wiolci szukając jakiegoś zdjęcia. Kogo ja się mam w ogóle spodziewać. Nie jest najgorzej. Spotkanie na Placu Inwalidów, a potem nocne Polaków rozmowy do niemalże północy. A budzik będzie darł ryja o 5:30.

W sobotę srana zgarniamy nes_skę i Rudą. Robert podrzuca mnie i Rudą do Rabki. Sami jadą na wielogodzinny chaszczing po Gorcu.

My tak nieśpiesznie z Rabki. Zimno w chooy. Mgła. Ale jak tylko wychodzimy kawałek wyżej jest cudnie. Królowa, Tatry, Wyspowy z dominującą "górą z antenką" czyli Luboniem Wielkim...

Na Maciejową schodzi nam niecałe 2 h. Po drodze spotykamy jeszcze mniej agresywnych i bardziej romantycznych pasterzy niźli ten okołoturbaczowy dzień później, którzy nawet piją z nami lubelski wywar z cytryny. Tzw. "tajną broń turystów z Andrychowa".

I tak nieśpiesznie kulamy się na miejsce dramatu. Ludziska schodzą się do późnego wieczora. Wieczór i noc dyplomatycznie przemilczę. Bajkowe stany świadomości. Pieśni bojowe pod gorczańskim niebem.Trzy gitary, harmonijek multum, a i blat stołu robił za bębenek. Gardła nie miałem przez tydzień.

Niedzielnym porankiem stwierdzam, że już dawno nie smakowała mi tak kranówa. Choć Kocież-Coli nic nie dorówna. No może browar na Turbaczu.

Zbieramy zwłoki i ruszamy w stronę Turbacza. Przy schronie doganiamy ekipę "ptoka" sokoła i "wentyli od kamaza" Visiona, więc reszta drogi schodzi nam w liczniejszym gronie. I tak do Obidowej. Parking, auto TNT'omka, pożegnania po raz setny i lecim. Koniec pieśni. Pamelo żegnaj.

Podkreślę jeszcze raz - było w dupę. Cokolwiek to oznacza.

Komplet moich wypocin po kliku w fotkę. Enjoy.